autogaz
Jechałam sobie na stację paliw, bo mi się autogaz kończył, a przede mną jeszcze długa podróż. Nie chciałam stanąć gdzieś pośrodku szczerego pola, gdzie nie byłoby jakiejkolwiek pomocy. Szczególnie, że autogaz nie da się tak łatwo zatankować poza stacją. Nagle na jezdnię wyskoczył mi jakiś facet i przebiegł prawie przed maską samochodu. Na całe szczęście zdążyłam wyhamować, tak to pewnie ten człowiek byłby nieco poobijany. Przebiegł przez ulicę i wywrócił się na chodniku. Musiał się potknąć o wystający kawałek płyty chodnikowej. Już miałam jechać dalej, gdy przed moim samochodem przebiegło jeszcze 4 innych. Tylko ci mieli szaliki w tych samych kolorach, tak, że pewnie byli to kibice i chyba gonili tego pierwszego. Chciałam zadzwonić na policję na wszelki wypadek, ale i tak by nie przyjechali. Tak samo, jak kiedy kilkoro wandali niszczyło okolice mojego bloku, zadzwoniłam na policję, która przyjechała po trzech godzinach. A co najciekawsze wandalom niszczenie znudziło się po 40 minutach i poszli sobie gdzieś indziej. I jak to na kimkolwiek polegać? Najlepiej wyznawać zasadę, chcesz mieć coś zrobione to zrób to sam.